"Nasz" święty NHS i konsekwencje niewłaściwego wykonywania swojej pracy. Zabrałem mamę do dentysty. Kiedy była na fotelu, miała udar. Wezwano mnie do gabinetu dentystycznego, a ona leżała w kupie na podłodze. Dentysta (wykwalifikowany lekarz) natychmiast to rozpoznał i wielokrotnie dzwonił pod 999, jasno wyjaśniając sytuację i błagając o karetkę. Dzwoniliśmy i dzwoniliśmy. Nie przyjechali. Nie chcieli nawet słuchać lekarza. Jaką miałem nadzieję? Bez przyjeżdżającej karetki i z moją matką pogarszającą się na podłodze, nie mieliśmy wyboru. Znieśliśmy ją do mojego samochodu. Pielęgniarka dentystyczna, która tam była, wskoczyła z nami, ponieważ nie wiedziałem, jak najszybciej dotrzeć do szpitala. Jechałem, rozmawiając z mamą przez cały czas, utrzymując normalny ton głosu, mówiąc jej, żeby się nie martwiła, udając, że nic się nie dzieje. Ona wymamrotała: "Och, nie martw się Jo, przeżyję." To były jej ostatnie słowa do mnie. Wjechałem na SOR. Pielęgniarka dentystyczna wbiegła do środka po pomoc. Czekałem w samochodzie, ale nikt nie wyszedł. Wydawało się, że to trwa wieczność. Musiałem podnieść moją nieprzytomną matkę z tylnego siedzenia w stylu strażaka i zanieść ją do drzwi, krzycząc o pomoc. Pielęgniarka powiedziała mi, żebym jej tak nie przenosił, bo mogę jej zrobić krzywdę – Co za bezczelność. (Myślę o tym idiocie prawie codziennie) Nasz NHS w końcu położył ją na łóżku i odjechał z nią, nie mówiąc mi, dokąd ją zabierają. Pytałem, ale nikt nie odpowiedział. Przekazałem jej dane w recepcji i wyjaśniłem, że moje auto stoi częściowo na chodniku na zewnątrz. Kobieta przy biurku powiedziała mi, żebym się nie martwił, ona to załatwi, żeby nie dostać mandatu. Umieścili mnie w bocznym pomieszczeniu, w oknie bez okna, z dala od wzroku wszystkich wielu, wielu wózków z ludźmi w korytarzu. Siedziałem tam przez to, co wydawało się około 30-45 minut. Nikt nie przyszedł. Zapomnieli o mnie. Poszedłem po wodę, bo nie mogłem po prostu tam siedzieć, ale potem się zmartwiłem, więc wróciłem i czekałem dalej. W końcu, wracając do recepcji, zapytałem: "Gdzie jest moja mama?!?" Usłyszałem stłumione rozmowy, a potem ktoś zaprowadził mnie do innego pomieszczenia. Ona wciąż leżała na tym samym łóżku, które widziałem, gdy ją odwożono, przesunięta na bok pokoju, a ludzie chodzili wokół niej, jakby była na przeszkodzie. Wciąż pytałem, co się dzieje, ale nikt nie odpowiedział i po prostu zasłonił łóżko zasłoną. Wtedy przyjechał mój brat; udało mi się skontaktować z nim, gdy utknąłem w szafie. Staliśmy tam, płacząc, w całkowitym szoku, zastanawiając się, co do cholery się dzieje. Nikt nic nie robił. Kobieta leżała tam po ogromnym udarze, a my tylko patrzyliśmy na siebie, bezradni. Nie wiem, ile czasu minęło, ale w końcu przeniesiono nas do innego działu w prywatnym pokoju. Siedzieliśmy z nią przez całą noc. Byłem przy jej łóżku, głaszcząc jej rękę, ale także nie chcąc tego robić, bo wiedziałem, że by ją to naprawdę zdenerwowało. Powiedziałem jej, że ją kocham, ale nie chciałem za dużo mówić, bo nie chciałem jej przestraszyć. Około 2 w nocy wiedziałem, że umarła. Pielęgniarka wysłała mnie do domu z plastikową torbą jej ubrania poplamionymi moczem. To się dzieje, gdy miliony korzystają z usługi, na którą nigdy nie zapłacili ani grosza, podczas gdy ludzie, którzy finansowali ją przez całe życie, zostają pozostawieni, by umrzeć bez godności. To się dzieje, gdy sztywna biurokracja ma większe znaczenie niż lekarz krzyczący przez telefon, że ktoś ma ogromny udar. To się dzieje, gdy zdrowy rozsądek jest zakazany, a odhaczanie punktów jest królem. To się dzieje, gdy praca nie jest wykonywana prawidłowo. To są konsekwencje. PS. Dostałem mandat za parkowanie. #nhs #ournhs #dontbothercallinganambulance